poniedziałek, 15 lipca 2013

Ola

Fot. Gabriela Kapturkiewicz




Dawniej, zakładając tę stronę, nie pomyślałabym nawet, ile pozytywnej energii, zabawy i nowych inspiracji może wnieść współpraca z ludźmi. Zwłaszcza, jeśli chodzi o wspólne ,,łowy". Punkt widzenia zostaje poszerzony, a co dwie głowy (i dwie pary oczu), to nie jedna ;-) Tym razem na miasto wybrałam się z Gabrielą Kapturkiewicz - absolwentką jednego z bielskich liceów, miłośniczką sztuki pisania i fotografii,a także... portów i marynarskich motywów. Fotograficzne poczynania Gabrysi możecie śledzić na jej stronach: TU, TU i TU. Podczas wspólnego przemierzania ulic Bielska zauważyłyśmy, że mamy w miarę zbliżone gusta - wzrokiem wyławiałyśmy z tłumu te same osoby, szukając swobody i perfekcji. Skutki tych poszukiwań będziecie mogli śledzić także w kolejnych postach :-)

Ola czaruje zwłaszcza bajeczną, kwiecistą koszulą, zestawioną z dżinsowymi spodenkami. Świetnym elementem jest też skórzana torba w stylu retro. Dziewczyna postawiła na wygodę, wybierając na bielski bruk uniwersalne baletki. Dobrym dodatkiem są również okulary przeciwsłoneczne, które fajnie komponują się z resztą.

Fot. Gabriela Kapturkiewicz

środa, 3 lipca 2013

People with Passion: Marta Bogunia / Photography

Jej zdję­cia, jak sama przyz­naje, opowiadają o tęs­kno­cie, skrawkach ciała, czerni i bieli, zmysłowości, mgle, koś­ci­ach, przy­wiąza­niu, łzach, zaw­iłoś­ci­ach, popękanych ustach, cieka­wości, pożą­da­niu, leże­niu na trawie, zła­manych ser­cach, delikat­ności, oczach bez wyrazu, marzeni­ach, podar­tych raj­tuzach, melan­cholii, dotyka­ją­cych się dło­ni­ach, podróżach, bliskości, tat­u­ażach, prześwitach słońca przez liś­cie, cud­ach, bliz­nach, pocałunkach. To długa lista, ale inna chyba być nie może, bo Marta Bogu­nia, mieszka­jąca w Biel­sku młoda fotografka, to niesamowicie intrygu­jąca osobowość. Opowiada mi o tym, co zrobi ze zdję­ci­ami za czter­dzieści lat, a także o tym, jakie to uczu­cie spaść z drzewa w trak­cie fotografowania. 
 
Syl­wia Kruczek: Skąd ta fotografia? Dlaczego właśnie taki rodzaj sztuki?
Marta Bogu­nia: Skąd fotografia? Szcz­erze mówiąc fotografię trak­tuję jako lekarstwo na codzi­en­ność, jej per­ma­nent­ność potrafi zaboleć.

S.K.: Pier­wsze zdję­cia, pier­wszy aparat… Posi­adasz wyraźne wspom­nie­nie początków fotograficznej pasji?
M.B.: Szcz­erze mówiąc tak, odz­naczyła duże piętno na mojej ter­aźniejszej „twór­c­zości”. Zaczy­nałam jako boda­jże dwu­nas­to­latka, pod­krada­jąc rodz­i­com najprost­szą cyfrówkę świata. Bardzo pop­u­larna his­to­ria, prawda? Jed­nak w tam­tym cza­sie zaczy­nały mi się powoli ksz­tał­tować cechy, które miały spory, by nie powiedzieć najwięk­szy, wpływ na to, jak wyglą­dają moje zdję­cia teraz.

S.K.: Co w fotografii najbardziej Cię cieszy?
M.B.: Ta radość, że za czter­dzieści lat sprawie sobie piękny, w grubej oprawie album, do którego powsadzam najczul­sze zdję­cia ludzi, którzy dużo znaczyli dla mnie lub nie ma ich wśród nas. Taki mały cmen­tarzyk uśmiechów, po to, by cza­sami zaszyć się z nim na ogrodzie i popłakać ze szczęścia.

S.K.: Podobno nic nie rodzi się z pustki, a wszys­tko opiera się na – choćby min­i­mal­nej, ale jed­nak – inspiracji. Co Cię najbardziej inspiruje?
M.B.: Przede wszys­tkim ludzie. Emocje i to, jak je wyrażają. To, jak się komu­nikują ich ciała. Lubię badać zależności. A na drugim miejscu stoi sztuka piękna, proza, muzyka.

S.K.: Kogo określiłabyś mianem auto­ry­tetu? Fotograficznego, życiowego…
M.B.: Auto­ry­tetem fotograficznym i trochę życiowym jest dla mnie Joy Fire­brace. A moim total­nie życiowym prze­wod­nikiem jest Budda.  

S.K.: Marta Bogu­nia poza sza­łem fotografowa­nia. Czym się zaj­mu­jesz, co pora­bi­asz, kiedy nie past­wisz się nad aparatem? (śmiech)
M.B.: Uwiel­biam podróżować, chcę oddać temu całą młodość. Kocham otaczać się sztuką — tą pisaną i tą bardziej wiz­ualną — przez co niemało czasu poświę­cam na gmeranie dłu­gopisem w swoim szki­cown­iku czy pęd­zlem po płót­nie. Swego czasu jeszcze do ulu­bionych zajęć należało żeglarstwo i parę innych sportów.

S.K.: Sesje, ludzie, przy­gody… Czy jest coś, co naj­moc­niej zapadło Ci w pamięć pod­czas zaj­mowa­nia się fotografią?
M.B.: Tak, najbardziej ekscy­tu­ją­cym momentem pod­czas fotografowa­nia było spadanie z drzewa wraz z całym osprzę­towie­niem . Na szczęś­cie wylą­dowałam w krzaku róż (śmiech).

S.K.: Tylu ludzi wkoło, niemal każdy z nich posi­ada – często dobry – aparat. Psu­cie rynku? Uwal­ni­anie pasji? A może jeszcze coś innego? Co myślisz o tak moc­nym spop­u­lary­zowa­niu fotografii?
M.B.: Kiedyś bardzo iry­tował mnie ten prob­lem, lecz na chwilę obecną bardziej prze­j­muję się ocieple­niem kli­matu niż takimi pier­dołami. Zawsze będzie na tym świecie ktoś, kto będzie chciał być lep­szy, piąć się wyżej niż my. Potrzeba w życiu też trochę samokry­tyki, bo jed­nak więk­szość z nas zaczy­nała podob­nie, no nie? W środowisku fotograficznym, szcz­erze mówiąc, mało znam osób, które dopiero po odpowied­nich kur­sach i paru miesią­cach pracy doro­biły się półpro­fesjon­al­nego sprzętu. A też trzeba pamię­tać, że jeśli się zna na tej sztuce, to dobry aparat można mieć nawet za 50 czy 100 złotych!

S.K.: Co mogłabyś określić mianem swo­jego doty­chcza­sowego najwięk­szego osiągnięcia?
M.B.: Mało mam wyróżnień, prawie w ogóle nie posyłam prac na konkursy. Jestem już drugi rok w trak­cie pewnego pro­jektu fotograficznego i jeśli go skończę przed 25 urodz­i­nami, będzie to dla mnie chyba najwięk­sze osiąg­nię­cie, jakie mogę na chwilę obecną przewidzieć.

S.K.: Wiążesz swoją przyszłość z fotografią?
M.B.: Zde­cy­dowanie nie. Tak jak odpowiedzi­ałam Ci na samym początku: fotografia jest moim lekiem na codzi­en­ność. A leki cza­sami trzeba odstawić, prawda? 

Chcesz zobaczyć więcej prac Marty? Możesz to zro­bić, klika­jąc TU

czwartek, 20 czerwca 2013

Modna blogosfera. Subiektywny wybór najlepszych blogów. Polscy blogerzy

Przy­wyk­liśmy do tego, że blogi mod­owe prowadzą zazwyczaj młode dziew­czyny, spośród których więk­szość jeszcze uczy się i studi­uje. Po wstęp­nej fazie roz­woju pol­skiej blo­gos­fery nad­szedł czas na jej inten­sy­wne rozbu­dowywanie i nabieranie coraz więk­szego znaczenia w opin­iowa­niu. Czego? Ano, wszys­tkiego, co tylko zaopin­iowane być może. Blogerki przed­staw­iają za pomocą swoich ciał ubra­nia, kos­me­tyki, dodatki, jeżdżą w atrak­cyjne miejsca i biorą udział w licznych wydarzeni­ach świata mody. Do tej pory panowie (tak, dziś będzie właśnie o bloger­ach mod­owych) pozostawali w cie­niu coraz bardziej znanych koleżanek. Z czego to wynikało? Kto prowadzi najlep­szy pol­ski blog z męską modą? I czy mężczyźnie wypada, czy raczej nie?

Na początku uspoka­jam. Oczy­wiś­cie, że wypada, ku chwale różnorod­ności w pol­skiej blo­gos­ferze. W dodatku nietrudno zauważyć, że męskie blogi to bardzo często „perełki”, emanu­jące dobrym stylem. Sporo zarzutów pod adresem odważnych i mod­nych panów opiera się na poku­tu­ją­cym w Polsce stereo­typie, że dba­jący o siebie mężczyzna musi być homosek­su­al­istą (oczy­wiś­cie, jeśli ktoś trak­tuje takie rzeczy w kat­e­go­ri­ach „zarzutu”). W prze­ci­wnym wypadku po co się tak stroi, po co dopieszcza każdy szczegół wiz­erunku? Pedał, jak nic! Powinien założyć klapki na skar­pety i siedzieć cicho. Oczy­wiś­cie takie pode­jś­cie szy­bko się zmienia. A panowie? Mogą blo­gować do woli, choć — jak bywa w tej branży — wpadki i mod­owe „strzały w kolano” także się zdarzają.

Pol­s­kich blogów, prowad­zonych przez mężczyzn, jest trochę mniej. Nie oznacza to jed­nak, że łatwiej nam przyjdzie odnalezie­nie się w ich gąszczu i trafie­nie tam, gdzie trzeba. A gdzie trzeba? Przyz­nam, że blogi panów przeglą­dam rzadziej, ale dobre zdję­cia i świetny męski styl zawsze miło jest obe­jrzeć. Cza­sem może to być także doskon­ała inspiracja pod­czas wspól­nych zakupów z mężem czy chłopakiem, dlat­ego warto spo­jrzeć na subiek­ty­wną listę pol­s­kich blogerów mod­owych. A tam…

… możemy znaleźć bardzo wiele. Są mężczyźni uni­w­er­salni, czyli tacy, którym we wszys­tkim dobrze, i którzy fakt ten wyko­rzys­tują. Na blo­gach Van­i­tas (vani​itas​.blogspot​.com), Tri­an­gle Cloud (tri​an​gle​cloud​.com), The Male Street (the​malestreet​.blogspot​.com) czy Podlin­skiego (www​.podlin​ski​.net) zna­jdziemy specy­ficzną mieszankę stylów. Jest dandysowska ele­gancja, jest istne haute cou­ture, prze­nie­sione na ulicę, a za chwilę wiz­erunek sportowy, z nutą old school’u. Podob­nie sprawa ma się z ubra­ni­ami, dodatkami i całą resztą. Na tych stronach zna­jdziemy rzeczy z sieciówek, od młodych pro­jek­tan­tów, a także od pro­jek­tan­tów o świa­towej renomie. Blogi te ogląda się bardzo przy­jem­nie. Są prze­jrzyste, co obala mit o męskim bała­ganiarst­wie… Przy­na­jm­niej, jeśli chodzi o blogosferę!

Nie brakuje także rodz­imych eks­cen­trycznych ory­gi­nałów. Fash­ion­able Inno­va­tions (fash​ion​ablein​no​va​tions​.com/) czy Spalony Tost (spalony​tost​.blogspot​.com) są przykładami właśnie takich postaci — medi­al­nych, fotografowanych na fash­ion weekach, sza­le­nie odważnych, jeśli chodzi o ubiór. Oglą­danie niek­tórych z ich „zestawów” może przyprawić o oczo­pląs, ale nie powiem, żeby wraże­nie było niemiłe. Może trochę teatralne, ale na pewno ciekawe i wnoszące koloryt w styl pol­s­kich mężczyzn.

Po sku­mu­lowanych wraże­ni­ach wzrokowych, jakich dostar­czają nam bar­wne ptaki blo­gos­fery, możemy wyciszyć się trochę i skierować w stronę nieśmiertel­nej i klasy­cznej mody, którą wciąż kul­ty­wują niek­tórzy z pol­s­kich blogerów. Zakochany w chus­tach Out­der­sen (out​der​sen​.blogspot​.com), gus­townie dobier­a­jący rzeczy i udziela­jący cen­nych wskazówek Mr. Vin­tage (mrv​in​tage​.pl) czy Vslv (vslvstyle​.blogspot​.com) z zacię­ciem artysty­cznym, którego w zasadzie można uznać za pier­wszego pol­skiego blogera mod­owego, wnoszą w blo­gos­ferę ład i har­monię dobrze skro­jonych, klasy­cznych ele­men­tów męskiej garder­oby. Wszys­tko to wzbo­ga­cone jest równocześnie sporą dawką indy­wid­u­al­izmu. Panowie nie bawią się w skle­powe manekiny, co powinno być najlep­szą rekomendacją.

Kiedy już jesteśmy przy różnych „ele­ganc­kich” blo­gach, warto wspom­nieć o Szarman­cie (szarmant​.pl). Blog nie jest o byciu dżen­telmenem w znacze­niu his­to­rycznym, ale o byciu współczes­nym mężczyzną, lubią­cym ele­gancki sznyt  — tłu­maczy autor. Strona to kom­pendium wiedzy prawdzi­wego dżen­tel­mena. Podobno nie zostało ich wielu, ale skąd w takim razie zain­tere­sowanie Szarman­tem mediów i czytelników?

Kon­trastowo — rzecz dla zwolen­ników sportowego stylu. Takiego właśnie uświad­czymy, kiedy odwiedz­imy blog Rebel Fash­ion Style (rebelfash​ion​style​.blogspot​.com). Wygod­nie, a przy tym oczy­wiś­cie sty­lowo prezen­tuje się jego autor, który jed­nak cza­sem pokazuje swoje ele­ganckie oblicze. W końcu obec­nie nie tylko kobi­eta zmi­enną jest.

Na koniec zaś dwóch panów, którzy również dzi­ałają w blo­gos­ferze, zaj­mu­jąc się jed­nak troszkę odmi­enną rzeczą. Man’s Spirit (mans​-spirit​.blogspot​.com) to męski rzut okiem na krakowskie ulice. Bloger prezen­tuje nie tylko swój styl, ale też z aparatem wypa­truje dobrze ubranych ludzi (z przewagą panów), styl­izuje sesje zdję­ciowe… Na funpage’u Wro Street Fash­ion (face​book​.com/​W​r​o​S​t​r​e​e​t​F​a​shion) nato­mi­ast możemy pode­jrzeć sty­lowych wrocław­ian. Zdję­cia wykonuje i stronę prowadzi młody fotograf z mod­owym zacięciem. A jakie są Wasze ulubione męskie typy? ;-)