sobota, 7 kwietnia 2012

Second hand stores & stories

Szmateksy to temat - rzeka. Nie ma już chyba osoby, która uważałaby, że oddawanie się zakupom w second handzie jest największym obciachem pod słońcem. Wręcz przeciwnie - szmateksy stały się modne, a każda szanująca się blogerka lub inna miłośniczka pięknych ubrań przynajmniej raz w życiu popełniła zakup w lumpeksie (jak to pięknie, swojsko brzmi ;-) . Zakupy w szmateksach, którym oddają się bardzo często osoby, posiadające pieniądze na kupowanie w sieciówkach, są swoistym ewenementem. No bo dlaczego dziewczyna (lub coraz częściej facet), która mogłaby ubierać się od stóp do głów w nowiutkie ciuchy, decyduje się na szperanie w second handzie? Powodów jest wiele, mam nadzieję, że nie zabiję Was naukowym betonem, jeśli wsadzę tu niewielki fragment mojej pracy ;-) Oczywiście jest też dużo wypowiedzi respondentów (dodatkowy smaczek ;-). Miłego czytania i komentowania ;-)

Obecnie wielu ludzi, a także internetowe media, związane z szeroko pojmowaną sferą ubioru, używa anglojęzycznej nazwy second hand (co można tłumaczyć jako „odzież z drugiej ręki”), gdyż wydaje się im być elegantszą i bardziej uniwersalną niż np. szmateks, ciucholand, grzebak, lumpeks i wiele innych. Pomimo tego przejęcia określenia, nazwy rodzime nadal funkcjonują. Co więcej, zmienia się ich znaczenie, a dawny pejoratywny wydźwięk i skojarzenia ze skrajną biedą i brudem zastąpione zostają nowymi, które przy okazji wypowiedzi respondentów postaram się pokazać. Sam handel używaną odzieżą ma bardzo długą tradycję, sięgającą początków średniowiecza, ale przez cały ten czas, do niedawna, używane ubrania kojarzone były w potocznej wyobraźni z brudem, chorobami i śmiercią (Palmer, Clark 2005:2-3). Nabywały je osoby, których nie było stać na nowe ubrania, ale w XX wieku spośród takiej odzieży, sprzedawanej już w stacjonarnych sklepach, coraz częściej zaczęli wybierać coś dla siebie inni – tacy, którzy pragnęli być na bakier z modą, np. punki, hippisi (Palmer, Clark 2005:5). Obecnie dla osób, związanych z polską street fashion, a także wielu młodych ludzi, second hand jest prawdziwą „kopalnią skarbów”. Kwestia tego, że ubrania były już przez kogoś noszone, że mało estetycznym jest ich ponowne używanie, schodzi tu na dalszy plan. Jak mówi jedna z respondentek: „Dla niektórych jest mega dziwne, że ktoś nosi ubrania po kimś, dla mnie to tak jakby po bracie, siostrze, coś po mamie, babci, dla mnie to praktycznie to samo”. W prawie wszystkich wypowiedziach dostrzec można sentyment, jakim rozmówcy darzą sklepy z używaną odzieżą, przedkładając je jednocześnie nad inne typy sklepów, a powody ku temu są rozmaite. W poniższej wypowiedzi scharakteryzowane zostają dwie grupy osób, kupujących w second handach, przy czym ich motywacje i pragnienia są diametralnie różne:

Chodzi o świadomość. Wiesz, ktoś, kto ma dużo pieniędzy wcale nie musi mieć klasy ani stylu. Jest tak, że najmniejszym kosztem, w sensie pozytywnym oczywiście, osoby kreatywne traktują to jako sposób, żeby coś fajnego zrobić. Wydaje mi się, że ludzie przełamali barierę, chodzą do second handów, żeby się jakoś odznaczyć, trochę się odseparować od tej szarej masy. W szmateksach są dwie grupy. Są ludzie, którzy faktycznie nie mają pieniędzy i ubierają się tam, a jest grupa takich freak’ów, którzy wyszukują tam rzeczy. Z reguły jest tak, że idąc do lumpeksu widać te dwie grupy. Jedna grupa ma określony profil, i druga ma określony profil. W żaden sposób ze sobą nie konkurują, tylko wiesz, ja idę i zostają mi najlepsze rzeczy, które chcę kupić. Taka osoba idzie i jest nakierowana na pewne rzeczy, ona nie chce się ubierać ekstrawagancko, wyróżniać.

Wskazane zostają także powody, dla których „lumpeksy” cieszą się taką popularnością. Dużą rolę gra tu kwestia finansowa – za niewielkie pieniądze można kupić ciekawe ubrania, które w innego typu sklepach byłyby drogie, a często zbyt drogie, by młodzi ludzie o niewielkich jeszcze zarobkach mogli je nabyć. Zakupy w second handzie rekompensują niemożność nabycia za drogich przedmiotów. „Marzę o torbie Wanga, ale wiem, że mnie na nią nie stać, nie rozpaczam z tego powodu, w second handach znajduję naprawdę ciekawe perełki, wiec jestem zadowolony” – mówi respondent, wskazując na zasady tej rekompensaty. Pomiędzy ciekawymi i w dobrym stanie używanymi ubraniami a tymi od projektantów postawiony zostaje znak równości. Inny rozmówca zwraca uwagę także na fakt, że wraz z markowymi, drogimi ubraniami nie można nabyć indywidualności, własnego niepowtarzalnego stylu. Mówi: „Świadomości nie kupię, idąc do Chanel”. Pokazuje tym samym, że miejsce nabywania ubrania nie ma większego znaczenia – liczy się subiektywny wybór i dopasowanie ubrania do własnego „ja”, a nie podążanie za elitarną marką w nadziei, że nada nam ona tożsamość.

W Polsce jest takie myślenie, że jak ktoś 'interesuje się modą' to znaczy, że jest obeznany w najnowszej kolekcji H&M albo Zary i prawdopodobnie wykupił połowę towaru. Ja staram się w tej kwestii myśleć indywidualnie, pokazać, że nie trzeba wydawać ogromnych pieniędzy na markowe ubrania, żeby dobrze, interesująco wszystko ze sobą zestawić.

Wizyta w second handzie wiąże się z wydaniem niewielkiej kwoty pieniędzy, a także sprzyja kompletowaniu ubrań, z pomocą których można podkreślić swoje indywidualne podejście do mody. Rozmówczyni opowiada o tym, jakie podejście do mody prezentuje większość społeczeństwa: to pęd do posiadania jak największej liczby ubrań z najnowszych kolekcji sieciowych sklepów w galeriach handlowych. Moda tak rozumiana jest monotonna i odtwórcza, a takiej jej postaci respondentka przeciwstawia swoje podejście. Indywidualne podejście do szeroko pojmowanej mody to dla niej wyszukiwanie, wybieranie rzeczy, zestawianie ich w nowy, interesujący sposób. Sklep z używaną odzieżą wydaje się być znakomitym miejscem, by znaleźć ubrania, których jednostka nie zobaczy na nikim innym na ulicy. W Polsce „lumpeksy” dysponują przede wszystkim ubraniami, sprowadzanymi z Zachodu Europy, a także ze Skandynawii. Większość spośród marek, które można znaleźć w przeciętnym „szmateksie”, nie posiada swoich sklepów w Polsce (np. Atmosphere, Monki, do niedawna New Look, a także wiele innych, przede wszystkim skandynawskich, firm, produkujących bardzo dobre jakościowo ubrania). Jak podsumowuje inna respondentka: Możesz ubierać się świetnie mając mało pieniążków. Wystarczy znaleźć dobry lumpex (śmiech)”. Z pomocą tych elementów odzieży łatwiej wyróżnić się z tłumu, co nie byłoby takie proste, gdyby jednostka ubierała się jedynie w sklepach sieciowych, takich jak H&M bądź Zara. „Podoba mi się to w second handach, że jeżeli coś znajdę, mam pewność, że mam to coś tylko ja, a nie połowa miejscowości jak jest w wypadku ubrań z sieciówek” – tłumaczy respondentka. Oryginalność rzeczy, dostępnych w sklepach z tanią odzieżą, sprzyja indywidualizowaniu swojego wizerunku. Ponadto rzeczy te nie są dostępne w kilku rozmiarach – trzeba natrafić na ubranie, które będzie pasować, a przy tym wpisywać się w gust jednostki. Pomimo czasochłonności wyszukiwania ubrań w sklepie tego typu, dla osób związanych z modą uliczną jest to rodzaj zabawy, rozrywki. Kupowanie w second handzie zyskuje rangę polowania, wyprawy, z której można przynieść wspaniałe łupy, jeśli tylko będzie się uważnym – Każda wyprawa do lumpeksu to wyzwania, szperanie”, „Czuję sie jak zdobywca” .

Sklep z odzieżą „z drugiej ręki” dostarcza ludziom materiału do bawienia się, grania z przeszłością, a zarazem do tworzenia swej osobowości, osadzonej w naszych czasach (Clark, Palmer 2005:173). Doskonałym przykładem mogą tu być ubrania, określane mianem retro bądź vintage. Są one wplatane w wizerunek, by go ubogacić, uczynić oryginalnym, stworzyć jakieś odniesienie do przeszłości, którą z różnych względów się ceni. Niektóre jednostki w bardzo dużym stopniu adaptują określony styl, lecz nie ma to na celu odtwarzania pierwotnych jego znaczeń, a raczej nadanie nowych (Clark, Palmer 2005:193). Osoby, związane ze street fashion bardzo często dodają do swojego wizerunku ubrania bądź różne akcesoria, określane mianem retro bądź vintage, wyszukane w „szmateksie” lub w sklepie internetowym. Retro będzie tu wizualnym i materialnym powrotem do ubrań, należących w jakiś sposób do przeszłości, innych czasów, który niesie ze sobą skojarzenia z inną epoką (Clark, Palmer 2005:179).


(Clark H., Palmer A. (red.) 2005, Old clothes, new looks. Second hand fashion, Oxford-New York: Berg)

Zdjęcia: stąd i stąd.

25 komentarzy:

  1. fakt wiele blogerek , dziewczyn , a coraz częściej nawet mężczyzn decyduję się na zakupy w second handach nie jest juz to wcale " obciachowe" jak każdy kiedys uwazal , ludzie nawet Ci bogatsi lubią wstąpic tam na zakupki i znalesc cos oryginalnego :)

    OdpowiedzUsuń
  2. wybacz mi ale nie przeczytałam całego artykuły ;d za małe literki jak dla mnie.

    a co sh - nie widzę w tym obciachu, sama do nich chodzę jak mam wolne od szkoły i zawsze spotykam pewnego pana (nie znam go - ale jest zawsze na nowych dostawach xd)

    OdpowiedzUsuń
  3. Lumpki są mega fajne, można tam znaleźć najpiękniejsze swetry :) Mi się kiedyś udało dorwać oversize od Marca Jacobsa hohooo ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. B-e-a-utiful, panowie w szmateksach to fajne zjawisko, ja w BBa też parę razy widziałam takiego jednego młodego i przystojnego, na rowerze w dodatku ;-)
    Anna Bartosik, gratulacje takiego łupu :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem, co znajduje się w reszcie pracy, ale do tego fragmentu dodałabym jeszcze trzeci typ 'lumpeksofanów': połączenie dwóch powyższych, bo przynajmniej ja go reprezentuję :) Kupuję w sh, bo nie mogłabym sobie pozwolić na takie ilości nowych rzeczy, jakie tam nabywam, a lubię częste zakupy - więc trochę chodzi o finanse - ale z drugiej strony zdążyłam się już od ciuchlandów uzależnić. Nie tylko mam ochotę coś sobie kupić, ale coś sobie kupić w lumpeksie - taki wyspecjalizowany zakupoholizm. Myślę, że chodzi właśnie o tę satysfakcję ze 'zdobyczy' po śmiesznych cenach ;)

    A tak w ogóle, street fashion w Polsce to strasznie fajny temat pracy - jest gdzieś dostępna? Albo może poleciłabyś jakąś inną publikację na ten temat?

    OdpowiedzUsuń
  6. lubię lumpki, dla mnie też czciocnka trudna w odbiorze ale wcisnęłam ctrl i + i dało się czytać :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ojoj, a mi się ta czcionka normalnie wyświetla, mam nadzieję, że laptop mi nie spłatał takiego figla, że tylko mi wyświetla się przyzwoicie... :-( ale skoro da się powiększyć, to się cieszę :-)*

    OdpowiedzUsuń
  8. Mi jest zawsze cieżko szukać w lumpeksach :(

    OdpowiedzUsuń
  9. przydatna notka ;)
    Wesołych świąt :)

    OdpowiedzUsuń
  10. obecnie sieciówki do lumpeksów nie mają prawa się nawe porównywać.
    love sh <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Sylwia a polecasz może jakieś fajne second handy w BB ? :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Z racji tego, że w dużej mierze ubieram się w sh, to mam bielskie szmateksy mniej więcej obczajone, będzie więc osobny post za jakiś czas o moich "faworytach" ;-) Póki co w ciemno mogę polecić sh na Żwirki, obok ścianki wspinaczkowej Totem - taaka wielka sala pełna w większości dobrych ciuchów ;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. A ja myślę, że nasze społeczeństwo jest jeszcze mocno zacofane, jeśli chodzi o second handy, ale co racja to racja, myślę, że niebawem się to zmieni:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetny post! Pamiętam jeszcze czasy gdy było wstyd wejść do lumpeksu, nawet jeśli coś z wystawy przyciągnęło wzrok. Cieszę się, że teraz ludzie do tego mają zdrowsze podejście

    OdpowiedzUsuń
  15. fiu fiu fiu ależ się rozpisałaś Sylwuś :) bardzo ciekawy post

    ps. a ja Ci zazdroszczę Krakowa, koniecznie muszę się wybrać ;D

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja znam całe mnóstwo osób, które uważają, że to obciach i nigdy do lumpa nie wejdą.

    OdpowiedzUsuń
  17. patrzac na te zdjecia mam ochote sie wybrac do jakiegos SH na łowy - zdecydowanie :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja również znam osoby, które nie chodzą do lumpeksów, ja jednak zachodzę tam często. Nie mówię już tu o kupowaniu bielizny, bo dla mnie to przesada, ale często znajdują tam się markowe, praktycznie nie zniszczone ubrania. Często gdy znajdę tam coś ciekawego inni się pytają gdzie kupiłam. :D

    OdpowiedzUsuń
  19. świetny artykuł, uwielbiam sh, 80% moich ciuchów pochodzi właśnie z sh :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Bardzo fajny tekst. rzeczywiście kupowanie w lumpeksach jest coraz popularniejsze i coraz mniej kojarzy się z obciachem. Ale sprzedawcy też o tym wiedzą i coraz częściej wyceniają pojedyncze ubrania lub dyktują takie ceny że nieraz bardziej opłaca się iść na wyprzedaż do sieciówki...

    OdpowiedzUsuń
  21. Zadziorna, masz rację - w BBa niestety już daje się to odczuć, choć nie tak, jak w krk, gdzie średnia cena ciucha z ciuchów jest spora (jak na sh). No, ale co zrobić - co sprytniejsi właściciele i sprzedawcy czują dobry zarobek ;-)

    OdpowiedzUsuń
  22. no to wydało się jestem Freakiem , kocham SH :) świetny tekst i jakże prawdziwy :D

    OdpowiedzUsuń
  23. No, jesteś, jesteś ;-)* szkoda, że Cię nie znałam wcześniej, ubogaciłabyś moją pracę swoimi cennymi wypowiedziami ;-)

    OdpowiedzUsuń
  24. Poleciłabyś jakiś szmateks w BB (najlepiej na wagę), gdzie można kupić spodnie rurki? Chodzę, szukam i nigdzie nie mogę znaleźć.

    OdpowiedzUsuń

Miło, że zajrzałaś/eś. Będzie mi bardzo przyjemnie, jak zostawisz komentarz. Oczywiście te chamskie i wulgarne będą usuwane ;-)