środa, 20 marca 2013

People with Passion: Magda Pogorzelska / Goes To M

Ple­cak w formie klatki dla ptaków? Włas­noręcznie naszy­wane aplikacje, inspirowane podróżami kos­micznymi i otacza­ją­cym nas wszechświatem, zgłębianym przez teleskop Hub­bla? A może total­nie sza­lone i bogato zdo­bione kamizelki? Magda Pogorzel­ska mówi im „tak!” i z pasją tworzy. W kre­owa­niu marki Goes To M pomaga jej cała rodz­ina i wielopokole­niowe doświad­czenia kraw­ieckie. Mariaż trady­cyjnie porząd­nego wyko­na­nia i wspani­ałych, total­nie zakrę­conych aplikacji i form skutkuje czymś, co jest niebanalne i pozyskuje wciąż nowych miłośników. Magda Pogorzel­ska opowiada nam o licznych inspirac­jach, początkach Goes To M i jej miejscu w świecie mody.

Syl­wia Kruczek: Jak zaczęła się Pani przy­goda z pro­jek­towaniem i szy­ciem? Czy to kwes­tia kilku ostat­nich lat, czy może szyła Pani już dużo wcześniej?
Magda Pogorzel­ska: Myśl o pro­jek­towa­niu, szy­ciu, tworze­niu zrodz­iła się w mojej głowie już dawno temu, ale bardzo długo dojrze­wała. Po wielu życiowo-​naukowych per­tur­bac­jach rozpoczęłam naukę na kierunku Wzor­nictwo i po dwóch lat­ach stu­diowa­nia poczułam, iż pora wyciągnąć moje pomysły na światło dzi­enne. Nie byłoby to możliwe gdyby nie moja rodz­ina i najbliżsi przy­ja­ciele , którzy umożli­wili mi utworze­nie marki i wkładają w to swój czas i serce — tak naprawdę to oni razem ze mną stoją za nazwą GOES TO M. Nigdy nie będę w stanie im za to należy­cie podziękować.

S.K.: Co jest najis­tot­niejsze pod­czas pro­cesu tworzenia ubrań i akce­soriów Goes To M? Jak on przebiega?
M.P.: Pod­czas pro­cesu tworzenia jakichkol­wiek pro­duk­tów GOES TO M najważniejsza jest inspiracja, pomysł. Aplikacja jest dla mnie punk­tem wyjś­cia. Najpierw pow­staje pro­jekt, szkic lub udrapowany materiał.Później przy­chodzi pora na dobranie tkaniny, skon­struowanie wykroju i odszy­cie ide­al­nego pro­to­typu. Moje kraw­cowe, w tym mama i bab­cia, poma­gają pomysły przełożyć na rzeczy­wis­tość, doradzają, zauważają błędy w wykro­jach. GOES TO M to nowoczesna marka, ale pod­stawą jest dla mnie wiedza i doświad­cze­nie „starszyzny”. Oprócz pro­jektu najważniejszy jest dla mnie moment nakłada­nia aplikacji – robię to zupełnie sama, opra­cow­aną przez siebie tech­niką. Pro­dukty szyte ręcznie, czy to na domowej maszynie czy za pomocą igły i nitki, jeśli zajdzie taka potrzeba. Każdy egzem­plarz, nawet powielany, jest wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju, a wyko­rzys­tane do niego tworzywa różnią się pomiędzy sobą.
S.K.: Czym się Pani inspiruje? Czy są jakieś fasony, mate­ri­ały, kolory, które są Pani szczegól­nie bliskie?
M.P.: Inspiruję się otacza­ją­cym mnie światem i robię to dosłownie. Jeśli jakiś przed­miot czy frag­ment natury wzbudzi mój podziw, to wyko­rzys­tuję go w swoich pro­jek­tach w takiej formie w jakiej ist­nieje, staram się go nie przek­sz­tał­cać i nie szukać form abstrak­cyjnych. Nie sku­piam się na kolorach, odbieram je takimi, jakim są! Tkan­ina jest dla mnie ważna, do moich pro­jek­tów wyko­rzys­tuję mate­ri­ały, których pochodze­nie mogę sprawdzić – bawełnę, wełnę, kaszmir, angorę. Staram się unikać mate­ri­ałów syn­te­ty­cznych, chyba, że pro­jekt rzeczy­wiś­cie tego wymaga. Lubię rzeczy z his­torią. Ostat­nio znalazłam w hur­towni dzian­inę o wzorze, który przy­pom­ina dresy z lat 90- ​tych i praw­dopodob­nie został wtedy wypro­dukowany – uszyłam z niego kamizelkę w stylu indi­ańskim. Lubię wracać do korzeni szy­cia, do tego luk­su­sowego kraw­iectwa np. poprzez uży­cie w obszy­wa­niu aplikacji nici ze 100% jed­wabiu czy szla­chet­nych dodatków m.in. nat­u­ral­nych pereł .

S.K.: Gdyby miała Pani wskazać kilku pro­jek­tan­tów, którzy według Pani są znakomici, to kto by to był?
M.P.: Mam swoją świętą trójcę pro­jek­tan­tów , którzy tworzyli podob­nie wesołe, nieco kic­zowate twory jakie obec­nie ja próbuję pokazać – Franco Moschino, Gianni Ver­sace i Elsa Schi­a­par­elli. Ta ostat­nia postać to dla mnie pro­jek­tan­tka wszechcza­sów, niedoś­cigniony ideał.

S.K.: Jest coś, czego nigdy Pani nie stworzy?
M.P.: Życie nauczyło mnie, żeby nigdy nie mówić nigdy. Nie przepadam za minimalizmem,dress codem, zasadami. Nie wyobrażam sobie siebie pro­jek­tu­jącej i szyjącej gar­ni­tur czy koszulę., wykonu­jącej np. sukienkę na zamówie­nie pod konkret­nego klienta – chyba, że da mi całkow­itą wolność.

S.K.: Goes To M dynam­icznie się rozwija – co jest, do tej pory, Pani najwięk­szym osiąg­nię­ciem jeśli chodzi o tę markę?
M.P.: Samo pow­stanie marki jest do tej pory najwięk­szym osiąg­nię­ciem! Tworze­nie marki mod­owej w Polsce wymaga dużych nakładów finan­sowych, dobrego pomysłu i odwagi! Wokoło mnóstwo marek odzieżowych i domorosłych kry­tyków mody, niełatwo odnaleźć się w tym świecie. Ten mały — duży sukces, tak jak wspom­i­nałam wcześniej, zawdz­ięczam bliskim.

S.K.: W jakim stop­niu może Pani konkurować z pop­u­larnymi sieciówkami i czy w ogóle chci­ałaby Pani takiej konkurencji? Czy rzeczy Goes To M nie mają być raczej czymś masowym, dostęp­nym dla wszystkich?
M.P.: Sieciówki nie są dla mnie konkurencją i nie widzę na rynku jakiejś konkret­nej dla GOES TO M. Cały świat mody to dla mnie konkurencja. To jest marka, którą się albo pokocha, albo znien­aw­idzi. Nie jest alter­natywą dla niczego, po prostu jest — dla tych, którzy będą jej potrze­bowali. Tworzę to, co pod­powiada mi intu­icja, nie pod kogoś czy w związku z jakimś tren­dem – chcę, żeby moi klienci sami je kre­owali. Każdy pro­jek­tant marzy o tym, aby jego pro­jekty były pro­dukowane masowo, ja także, ale nie myślę o tym na chwilę obecną.
S.K.: Niek­tórzy mówią, że pol­ska moda, pol­ski prze­mysł odzieżowy nie jest w najlep­szej kondy­cji. Co Pani o tym myśli? Czy młode marki, marki hand made’owe, mogą być odpowiedzią na ten kryzys?
M.P.: Moim zdaniem pol­ski prze­mysł ma się dobrze właśnie dzięki temu, że pow­staje tyle świeżych, intere­su­ją­cych marek odzieżowych. Prowadzę dział Style w mag­a­zynie Mondaine, więc oprócz pro­jek­towa­nia zaj­muję się modą na papierze, obser­wuję tą branżę i z tego co widzę, w pol­skiej modzie dzieje się dużo – coraz więcej czasu antenowego czy miejsca w prasie poświęca się pol­skim twór­com. Coraz wyżej stawia się poprzeczkę, czemu nie wszyscy potrafią sprostać, stąd negaty­wne komen­tarze. Potrzeba grubej skóry, żeby móc się temu oprzeć.

S.K.: To, co najchęt­niej wybier­ają ludzie, widać na uli­cach. Czy zdarza się Pani pod­pa­trzyć coś pod­czas porusza­nia się po mieście?
M.P.: Oczy­wiś­cie, to ulica dyk­tuje nam co jest modne, co się sprzedaje. Cza­sami widzę na ulicy kilka osób w tej samej rzeczy i myślę, no tak, teraz muszę zapro­jek­tować czarne kurteczki i to najlepiej ze sztucznej skóry. Ale potem wracam do pra­cowni i myślę sobie – naprawdę tego chcesz? I nie chcę, więc pro­jek­tuję kamizelki! Menadżer zała­many – kto teraz nosi kamizelki? Okazuje się, że niek­tórzy noszą, a inni są gotowi je pokochać.

S.K.: Pol­skie ulice – jakie one są pod kątem ubioru?
M.P.: Najwłaś­ci­wsze słowo to – jed­no­lite. Ulica lubi ciemne kolory, proste wzory i kroje, lubi się ukry­wać w ele­gancji i klasyce. Nie ma w tym nic złego, ale ja chcę czegoś więcej. Odzież to dla nas druga skóra, coś co towarzyszy nam przez cały dzień, w pracy, w domu, a nawet pod­czas snu. W związku z tym ludzie boją się kry­tyki i nie chcą ekspery­men­tować. Do tego dochodzą kom­pleksy i próba ukrycia niedoskon­ałości fig­ury. Dla mnie liczy się to, co zwraca uwagę — stąd fas­cy­nacja aplikac­jami – patrzę na moją bluzę, na wyszyte na wysokości biustu ogromne oko i kom­plet­nie nie widzę nad­mi­aru ciała na wysokości bioder.

S.K.: Jakie są Pani plany odnośnie Goes To M? Jaka będzie najnowsza kolekcja marki, co będzie dla niej najbardziej charakterystyczne?
M.P.: Dla GOES TO M najważniejszy jest teraz rozwój, pozyskanie pub­liczności i klien­tów. Jeżeli wszys­tko pójdzie dobrze, w kwiet­niu będziemy mieli możli­wość zaprezen­towa­nia naszych pro­duk­tów na żywo. Aktu­alna, najnowsza propozy­cja marka to trzy kolekcje: 
  • Bird­cage Love to wyjątkowa kolekcja akce­soriów inspirowana światem wyobraźni, wyr­wanej wprost z książek przy­godowych. Pod­stawą całej kolekcji jest ple­cak w formie klatki dla ptaka — ple­cak, który nie ma nic do ukrycia! Wykońc­zony na różné sposoby staje się szarym wilkiem, miejscem zamieszka­nia śpiącej jaskółki czy schowkiem dla wielkiego, złotego zegarka na łańcuszku!
  • Ozzy Aster­oid — kolekcja inspirowana otacza­ją­cym naszą plan­etę wszechświatem, podróżami kos­micznymi czy teleskopem Hub­bla, jest swoistym hoł­dem dla ludzi, którzy przy­bliżają nam kos­mos. Najważniejszym ele­mentem kolekcji jest mate­riał — dzian­ina dresowa dra­pana (100% bawełna), która niczym mleczna droga lekko i przy­jaźnie otula. Każdy ele­ment kolekcji ma wartość eduka­cyjną, wyrażoną poprzez bogate, ręcznie wyko­nane aplikacje naw­iązu­jące do inspiracji.
  • Crazy Vest to kolekcja, w której dajemy upust wszys­tkim naszym sza­lonym pomysłom. Wspól­nym mianown­ikiem jest tylko brak granic i jeden, pow­tarzalny krój prostej kamizelki łączonej na ple­cach wyłącznie dwoma pasami! Po co nam tyły, jeśli z przodu dzieje się tak dużo? Wśród wielu wzorów aplikacji zna­jdziecie deszcz pada­jący z chmur, mari­aże i pocałunki, książki spada­jące z półek i mocno bijące serca.
S.K.: Dziękuję za rozmowę. 

Piękne rzeczy od Goes To M może­cie znaleźć tu:

2 komentarze:

  1. cudowne plecaki i piękna sesja!
    brawo!
    lona

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawy blog :) Obserwujemy? http://egoistki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Miło, że zajrzałaś/eś. Będzie mi bardzo przyjemnie, jak zostawisz komentarz. Oczywiście te chamskie i wulgarne będą usuwane ;-)